Wciskanie ciuszków!


Nie wiem czy Wy też tak macie, ale mnie zaczyna to już irytować. Każdy na siłę chce coś mi dać. Owe coś to ciuszki mniejsze, większe w różnym stanie i wieku. Ostatnio dostałam trzy torby rzeczy dla Małej. Niby wszystko w porządku, ale .... no właśnie ale ciuszki były różne po jednym dziecku po kilku. Nie powiem wyprane i nie podarte, ale (kolejne ale) jakościowo pozostawiają wiele do życzenia. Inne sztywne mimo iż z bawełny. Co z tego, że dzieciak mi szybko wyrośnie? Nie mam serca zakładać czegoś takiego Gabi! Nie rozumiem takiej polityki w rodzinach.... Moja siostra z konieczności oddawała ciuchy po dziewczynach dalej bo w końcu gdzie to przechowywać? Teraz wracają one do mnie jak bumerang bo wszyscy mówią, że tak trzeba. Tylko, że ja ich wcale nie chcę. Po co mi kombinezon gruby w rozmiarze 56? Po co mi spodenki na 9-12 miesięcy? Przecież ja nie mam gdzie tego wszystkiego składować. W rodzinie nastąpiła wielka obraza, że ja nie chcę tych ciuszków i że nie wiem jak to jest przy dziecku ile rzeczy się zużywa. Wiecie co ręce opadają .... Dla mnie te ciuchy są gorsze niż te wygrzebane w lumpeksach. Bóg wie gdzie były i kto je nosił. 

Druga rzecz zabawki... W workach z zabawkami znalazłam połowę domku dla teletubisiów. Po co mi połowa? Po co niemowlakowi taki domek? Oprócz tego znalazły się ochraniacze na rolki i wózek dla lalek. Nie wiem kiedy Mała by się miała tym bawić... Mówię Wam dostaję już nerwicy i mam wrażenie, że dostaje rzeczy, które nie są nikomu już potrzebne. Może i nie wiem ile dziecko zużywa rzeczy może nie wiem ile to będzie kosztowało, ale do cholery mam swój rozum i widzę jak ktoś mi kit wciska. Spakowałam więc te wory i powiedziałam, że nic nie chcę trudno najwyżej zbankrutujemy. Poszłam o krok dalej żadnego kupowania ciuchów bez mojej aprobaty. Nie potrzebuje brzydkich i słabych jakościowo rzeczy. Mama od razu wiedziała o co chodzi i dzięki jej pomocy wytłumaczyłyśmy reszcie moją decyzję. 

Wiem, że wśród takich rzeczy mogą trafić się perełki, ale trudno zaryzykowałam. Trudno będziemy wydawać dużo pieniędzy na ubranka. Co zrobić? Taka rola rodziców. Nie powiem całe to "obdarowywanie" kosztowało mnie wiele nerwów bo: a) trzeba przejrzeć, b) wyrzucić... Bardziej rozsądni osobnicy z rodzinki nie dawali i nie dają nic! Z czego bardzo się cieszę... choć kilka osób mniej. Nie wątpię w dobre intencje co niektórych, ale różnica wiekowa między dzieciakami jest spora. Gabi będzie pierwsza po 5 latach, więc nie tylko moda się zmieniła, ale po prostu ciuszki się zestarzały. Nie wiem czy tylko ja mam takie problemy. Czy Wy też? 

12 komentarze:

  1. Ja aż takiego problemu nie miałam, bo mało dzieci wokół mnie, więc ciuszki spływały, ale w ograniczonych ilościach. Zosia ma zdecydowaną większość rzeczy używanych z czego w sumie jestem zadowolona, bo wydatków dużo, a ja uziemiona na bezrobociu jestem.
    Jak zdarzały się ciuszki zniszczone czy przestarzałe i w złej jakości to je po prostu wyrzucałam do kosza, bo ani swojemu ani innemu dziecku tego bym nie założyła. Te które są w dobrym stanie, ale mi się nie podobały (czyli te wściekle różowe) odkładałam, pójdą dalej.
    A co do zabawek, to uważam, że zepsuta zabawka powinna lądować w koszu. I w życiu nie przekazałabym komuś uszkodzonej zabawki czy poplamionego starego ciuszka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam nic przeciwko używanym ciuszkom, ale takim, które się nadają.

      Usuń
  2. Do mnie napływają ciuszki od teściowej która siedzi w UK i nie powiem bo jestem zadowolona, nie są to wszystkie nowe rzeczy, ale przede wszystkim są dobre jakościowo i nie widać że są sprane czy poplamione, a takich bym nie zniosła. Pewnie te rzeczy które dostałaś i były sztywne tak jak mówisz zapewne były prane w proszka w ogóle nie przeznaczonych do prania dziecięcych ciuszków. Ja sama jestem zadowolona z tego, że teściowa zaopatruje moje dziecko w ubranka, bo w naszym kraju cięzko z najniższej krajowej kupić wyprawkę dla dziecka, żeby to były rzeczy dobre jakościowo i odpowiednie na mój portfel, ale gdybym zarabiała więcej to czemu nie, może i sama bym kupowała w sieciówkach czy markowych sklepach. Póki co nie narzekam bo sama nie zamierzam rozdawać tych rzeczy do obiegu, a zostawię je dla moich kolejnych pociech, a później ewentualnie sprzedam. Co do zabawek to teściowa mnie nimi przytłacza a ja uważam, że są one kompletnie zbędne, bo po pierwsze moje dziecko jeszcze się nie urodziło więc długo nie będzie z nich korzystać, a po drugie nie jestem zwolenniczką zasypywania dzieci ogromem zabawek, którymi pobawi się kilka minut i odrzuci w kąt, a nastepnie nie będzie umiało cieszyć się z nich. Mam nadzieję, że mój wywód nie jest zbyt długi i da się przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Da się przeczytać. Fajną teściową masz :) ale jak czytam też przesadza. Właśnie w tym wszystkim trzeba obdarowywać kogoś z głową, a nie..

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie nie było tak źle,bo tylko 2 koleżanki podarowały mi ciuszki,bardzo ładne zresztą:)i dzięki temu nie musiałam zbyt wielu kupować.Na pierwsze 2-3 miesiące garderobę dla Syna mam:) chociaż przyznam że dostałam za dużo pluszaków które upchnęłam na strychu bo są brzydkie i nie mam gdzie ich trzymać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Problemu takiego nie mam, po pierwsze nie mieszkamy w Pl, po drugie dała jasno, ale delikatnie znać, że o garderobę, jak i resztę potrzebnych rzeczy, syna naszego chcemy zadbać sami.
    Rozumiem Cię doskonale. Pewnie mnie samą krew by zalała i jeszcze długo dusiłabym w sobie złość :P

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas nie jest tak źle. Tylko szwagierka powiedziała, że da ciuszki, ale mały ma 2 latka, wiec chyba nie będzie tak źle. resztę pomalutku sami kompletujemy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. ja niedawno dostałam propozycję ciuszków od koleżanki z byłej pracy... czemu nie, fajna dziewczyna zadbana, gust ma, więc z chęcią przyjmę... kiedy mój S. przywiózł mi dwa worki ciuszków, zabrałam się za przeglądanie... a tam lumpeks najniższej klasy, żenada po prostu, brak słów... nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać... i zastanawiałam się jak ktoś w ogóle może komuś dać coś takiego, ja bym wolała je wyrzucić niż komuś coś takiego wcisnąć. Z całych dwóch worków nie znalazłam nic co by mi pasowało. Został tylko problem co z tym zrobić, na szczęście oddałam je do domu samotnej matki, tam się na pewno przydadzą. Także zdecydowanie mówię NIE !!! Kupię sobie sama, najwyżej też zbankrutuje ;) Co do sh też nie mam nic przeciwko, ale znajdę sama swoje perełki ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja nie miałam z tym żadnego problemu :) Po prostu nie ma mi kto oddać swoich :) Jestem pierwsza i w rodzinie i wśród przyjaciół :) Dlatego wszystko mogłam skompletować po swojemu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie problem się pojawił, siostra męża ma 9 letnią córkę i wyobraź sobie dostałam już dwa worki na 6 lat mniej więcej! Tylko pytanie po co mi teraz to dała? Chyba tylko po to, żeby mieć u siebie więcej miejsca. Z całych dwóch worków zostawiłam ze dwie sukienki, spodnie i polar, a tak reszta poszła do śmieci. Ale teraz jak znów dostanę to chyba też znajdę jakiś dom samotnej matki i tam zawiozę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja jestem w rodzinie i wśród znajomych jedną z ostatnich w ciąży, więc ubrankami jestem zawalona po uszy :) :)
    Czasem mam wrażenie, że przyjmując to sprawiam ulgę tym, którzy mogą się tego wszystkiego pozbyć.
    Od samego początku wiedziałam, że tak dużo dostaniemy więc też od razu wszystkim powiedziałam, że ubranka przyjmę, ale tylko w rozmiarze maksymalnie do 7 miesiąca.
    Oczywiście dużo z tego co dostaliśmy zostanie odrzucone. Spakujemy do worków i oddamy do jakieś pomocy społecznej lub do domu dziecka. Może innym się przyda.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

 

Google+ Followers

Instagram

Obserwuj nas przez e-mail