42- co by było gdyby?

Dziś przypomniała mi się sytuacja z początków mojej ciąży. Pamiętam kiedy zobaczyłam na bieliźnie brunatne plamki. Pamiętam minę mojego męża... jego przerażenie w oczach. Pamiętam swój strach i ból, ból duszy, który towarzyszył mi przez kilka następnych dni. Pamiętam było wtedy koło 20 zebrałam się w minutę i szybko pojechałam do swojego lekarza. Pamiętam swoje pytania co się dzieje? czy to groźne? co robić? Dostałam leki i przykaz leżenia. Moja fasolka taka malutka, a już musiała walczyć. Nazajutrz sytuacja się powtórzyła i wylądowałam w szpitalu. Z duszą na ramieniu czekałam na przyjęcie, łzy napływały do oczu. Leki, leżenie i jedyna otucha w towarzyszce z sali, która wtedy była w 20 tygodniu ciąży i spodziewała się bliźniaków. Pamiętam jak chciała dziewczynki, pod koniec jej pobytu okazało się, że jedno z bliźniąt to chłopiec. Niestety nie wiem jakiej płci było drugie dziecko. Widziałam śmieszne brzuszki i mordki na jej zdjęciach usg. Podczas gdy moja fasolka była bardzo malutka w końcu dopiero 7 tydzień. Zastanawiałam się co noszę pod serduszkiem. Modliłam się by ktokolwiek to był przetrwał ten najgorszy dla nas czas. Ja bym nie przeżyła poronienia. Dziś 42 dzień do rozwiązania i zaczynamy 35 tydzień ciąży. Gabi dzielnie walczyła o siebie i o nas. Jestem dumna ze swojej córki i z siebie. Moje życie diametralnie się zmieniło ja pracoholiczka, nagle musiałam iść na zwolnienie i o zgrozo leżeć, ale czego nie robi się dla własnego dziecka. Od tamtego momentu nie wróciłam do pracy i ze zdziwieniem stwierdzam, że tak też można. Ba nawet jest o wiele przyjemniej, bez stresu, bez latania, bez czytania ustaw. Można spokojnie odkurzyć, umyć okna czy posiedzieć w internecie szukając wyprawki. Przed nami kolejna zmiana już za miesiąc i trochę. Jak Gabi zmieni nasze życie? Troszkę się boje czy dam radę z takim maluchem, czy będę wiedziała co jej potrzeba, czy zrozumiem własne dziecko. Z drugiej strony trzymać takie cudo w ramionach, tulić jak płacze, czy nawet zmieniać pieluchę napełnia mnie wielkim szczęściem i już nie mogę się doczekać. Bardzo jestem ciekawa jak Vicek zareaguje na Gabi. Co my z nim zrobimy jak pójdę rodzić a P. będzie ze mną. Vincenty nie został sam w domu i chyba zostanie oddany do mojej siostry na wieś na te kilka dni. Wróci rozpuszczony i rozbestwiony, ale cóż wolę by był tam niż zdemolował mi chałupę. Jak Wasze zwierzaki zareagowały na dziecko?


18 komentarze:

  1. Jan miał 2 lata i 2 miesiące jak urodził się Antoś, opowiadałam mu cały czas co jest w brzuszku, że będzie braciszek i wydaje mi się że zareagował dobrze. Nie okazywał zazdrości. Choć z czasem zauważyłam u nieco dziwne zachowania których wcześniej nie było i to chyba właśnie była ta zazdrość, nie bezpośrednio okazywana. Biegł do kuchni coś wysypać, rozlać itp Ale jest dobrze. Brata jak był mały nawet teściowa nie mogła brać na ręce bo to przecież jego brat :) pilnował, czasem to on pierwszy zauważył że Antoś wstał i płacze. OD razu biegnie do niego. Teraz po 9 miesiącach widzę jak bardzo są ze sobą związani. Mały tylko szuka Jana po domu jak wstanie :D to do niego się najbardziej uśmiecha. To na niego lubi wpełzać a Jan mówi że jest jego zabawką

    OdpowiedzUsuń
  2. Doskonale Cie rozumiem co to znaczy strach o swoje nienasodzone dziecko. U mnie od początku coś było nie tak. Gdy lekarz potwierdził,że jestem w ciąży byłam już w 7 tygodniu. Radość. Dodatkowo dowiedziałam się, ze mam dużą torbiel krwotoczną na jajniku i od samego początku miałam się oszczędzać. Później w 24 tygodniu zaczęły się skurcze. Występowały bardzo często, wizyta u lekarza i okazało się, ze szyjka zaczęła się już skracac. Założono mi pessar, taki krążek ktory trzymał szyjke oraz zalecenie brania nospy. Na szczescie obylo się bez lezenia w szpitalu i brania innych leków. Wizja porodu przedwczesnego porodu była dla czymś najgorszym. Na szczęście udało się wytrwać do końca, a nawet i dłużej. Zuzia urodziła się w 41 tygodniu ciąży. Mam nadzieję, ze Gabi nie będzie straszyć już mamy i posiedzi w brzuszku jak najdłużej!
    Buziaki, musimy trzymać się dzielnie. To wszystko dla tych Małych Bąbelków :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie trzeba się trzymać :] Gabi będzie z nami już nie długo :)

      Usuń
  3. Strach o nasze dzieci zaczyna się już, kiedy jeszcze zajmują miejsce pod naszym sercem. To my pierwsze je czujemy, kochamy, martwimy kiedy rzadziej kopią.
    Marzy mi się, żeby te dwa miesiące, które nam zostały zleciały jak najszybciej, chcę już tulić Małego w ramionach, chociaż pewnie na początku będzie lęk przed nieznanym.
    Gabi też odlicza do spotkania z Wami, rodzicami, zaraz będziecie w trójeczkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Gabi intensywnie się przygotowuje :)

      Usuń
  4. Kiedy rodziłam naszą córke, byliśmy dwa dni po przeprowadzce. Nasz pies jeszcze nieobeznany i nie przyzwyczajony do nowego miejsca musiał zostać sam w domu. Wyjazd do szpitala odbył się o godzinie 3 nad ranem. Pies wył do rana , sąsiedzi zapewne mieli go już dość na sam początek , mieli dość nowych sasiadów;) Mąż wrócił do domu o 6 rano, kogo spotkał na korytarzu to przepraszał i wyjaśniał całą sytuacje;) Na szczeście szybko zapomnieli o tej hałaśliwej nocy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się bardziej boję o swoje mieszkanko raczej zdemolował by połowę :)

      Usuń
    2. A pies na poczatku zaciekawiony dzieckiem, wąchał reagował na głosy niemowlaka. Pamiętam , że jak dzidzia tylko zaczęła płakać to był pierwszy przy łóżeczku małej.

      Na szczeście mieszkania nie zdemolował , chyba tylko buty poroznosił po całym mieszkaniu. Większość rzeczy była jeszcze w kartonach i to chyba tylko dla tego nie zdołał się wykazać w tej kwestii:)


      Usuń
  5. Dzielna jest bardzo ta Twoja Gabunia no i oczywiście Ty razem z nią.:)
    Życzę nam (bo jesteśmy na bardzo podobnym etapie ciąży) szczęśliwego rozwiązania.
    Pozdrawiam!:)

    OdpowiedzUsuń
  6. JA JAK RODZILAM OLIWKE MIALAM DWA PSY SISI I EDZIA NA POCZATKU SCEPTYCZNIE PODCHODZILI DO MALEJ ALE Z CZASEM SIE PRZYZWYCZAILI SISI NAWET WARCZALA JAK KTOS PROBOWAL MALA DOTKNAC PILNOWALA JEJ.TERAZ ZOSTAL NAM TYLKO EDI I JAK RZUCE HASLO IDZIEMY PO OLI DO PRZEDSZKOLA TO PIERWSZY PRZY DRZWIACH.MYSLE ZE VICEK POMALU PRZYZWYCZAI SIE DO GABI.A Z MALUTKA NAPEWNO SOBIE PORADZISZ NAJTRUDNIEJ JEST NA POCZATKU ALE Z KAZDYM DNIEM CORAZ LEPIEJ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że ten mój rozpieszczony kundel oswoi się z nową sytuacją

      Usuń
  7. jest niepokój czy się podoła...pamiętam że milion razy pytałam Męża mego czy damy rade? A jak Maja się pojawiła na świecie...jak ją zaobczyłam pierwszy raz to wszystkie wątpliwości odeszły . Mama intyicyjnie wie co i jak robić dla swojej dzidzi żeby było najlepiej....:* I jesteś dzielna i Gabi też...już jest bardzo silna :) No to odliczanie czas zacząć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odliczamy :) też mam taką nadzieję, że instynkt zrobi swoje.

      Usuń
  8. Gabi już za chwile będzie z Wami! Wydaje mi się, że ten lęk o dzieciaki,kiedy są jeszcze w brzuchu to dopiero początek. Co to będzie potem? Jak zacznie samo biegać, chodzić do przedszkola, szkoły, potem prowdzić samochód! aaa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak w przysłowiu "Małe dzieci mały problem duże dzieci...." :)

      Usuń
  9. Dasz radę! Zobaczysz jak szybko nauczysz się rozumieć potrzeby Twojego dziecka. Miałam takie same obawy, ale z chwilą narodzin synka, włączył się automatycznie instynkt macierzyński.
    Psa mamy już od czterech lat. Rozpieszczony, kochany, traktowany był jak dziecko, spał nawet z nami w łóżku. Już będąc w ciąży zaczęłam go powoli uczyć nowych nawyków, kupiliśmy nowe siedzisko i uczyliśmy w nim spać. Po narodzinach synka, mąż zawiózł do domu pierwsze ubranka synka i dał powąchać, żeby ten zapoznał się z nowym zapachem (weterynarz polecił zawieźć też jedną zsiusianą pieluszkę). Po powrocie ze szpitala od razu przywitałam się z psem, a później pokazaliśmy mu maluszka i daliśmy powąchać. Mina psa... hmm nie wyglądał na szczęśliwego, bo już wiedział przez kogo te wszystkie zmiany :) Dziś maluch ma10 miesięcy, pies już się przełamał i lubi czasami go polizać, chociaż nigdy, ale to nigdy nie zostawiam go sam na sam z synkiem. Zasada ograniczonego zaufania...zbyt wiele się naczytałam co pies może zrobić z zazdrości. Trzymam kciuki i zdrówka życzę!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ojej, trzymamy za Was kciuki! Na pewno dasz radę, a dziecko ma taką wolę walki i przetrwania, że samo Ci 'powie' co mu jest potrzebne. Z czasem będziecie się już bezbłędnie komunikować. Nie tak dawno (dokładnie rok temu) miałam te same dylematy i te same rozważania, jakie Ty masz teraz. Urodziłam 7 czerwca. A teraz szykujemy się do obchodów roczku i nie wyobrażam sobie świata bez tego małego rezolutnego chłopczyka:) W starszych postach na moim blogu znajdziesz sporo praktycznych informacji o produktach (łóżeczkach,wózkach, przewijakach, krzesełkach do karmienia, pokoiku dziecięcym). Może Ci się to na coś przyda :) Pozdrawiam Cię cieplutko!

    OdpowiedzUsuń

 

Google+ Followers

Instagram

Obserwuj nas przez e-mail