7- jeszcze tydzień :)

Dzisiaj tak się złożyło, że musiałam odwiedzić mojego Pana doktorka w szpitalu. Oczywiście on pomykał po korytarzu, a ja kilka kroków za nim. Ja nie wiem ten człowiek mimo swojej postury to lata nie chodzi. Śmiesznie to wyglądało bo przed każdymi drzwiami się zatrzymywał, czekał na mnie i przepuszczał mnie. Śmieszny facet :), ale to nie istotne. Czekając na mojego pana gina, słyszałam cudny płacz małego dziecka. Oj jak ja się rozczuliłam! W końcu stałam prawie przy porodówce. Nie wiem dlaczego, ale za pierwszym razem odniosłam wrażenie, że dziecko jest głodne. Gdy drugie zapłakało miałam ochotę je przytulić. Hmm czyżby tak działał instynkt macierzyński? Czy to możliwe bym rozumiała takie dziecko i to jeszcze obce? Sama byłam w szoku. Stałam i myślałam, że zaraz zaniosę się płaczem, ale ze szczęścia. Mój gin zastał mnie ze łzami w oczach i uśmiechem na twarzy. Dziwnie się popatrzył później zaczął mnie zagadywać. Gdy doszłam do siebie, poszłam fundnąć sobie bułkę francuską oj przepyszna była. 

Teraz siedzę w domku u moich o dziwo mało spuchniętych stóp spoczywa Vincent, który ostatnio poczuł się w obowiązku robić okłady na owe stopy własnym ciałkiem. Może dlatego tak nie puchną? Słyszałam już o takich właściwościach czworonogów. Mojej siostrze nasz poprzedni kundelek pomagał na zgagę, kładąc się przy brzuszku. Mój Vicek patrzy na mnie od wczoraj wzrokiem, w którym widzę wielkie zmartwienie. Czyżby wiedział, że za tydzień pojawi się jakaś istotka? Może boi się, że już nie będzie taki najważniejszy? Bawi mnie ten kundel :), rozpuszczony, kochany, czasami umorusany jak przyjdzie z dworu. Nie oddałabym go za żadne skarby :). 
Ja siedzę i dumam czego mi jeszcze brakuje? Co mogłabym do kupić? Dziwnie tak mieć zamkniętą listę wyprawkową i czekać już na Berbecia naszego :). 

Oto Vincent, nasza pociecha :) Kundelek o dużym sercu, z daleka podobny do labradora. Wdzięczny i kochany. Rozpuszczony i rozpieszczany. 



Strasznie zrobiłam się ckliwa do tej pory wolałam konkretne posty. Teraz piszę to co myślę, co przeżywam i strasznie się dziwie :). Nie macie dosyć? Dla tych co mają dość jutro będzie coś bardziej konkretnego w końcu pokaże pokoik Małej :)



9 komentarze:

  1. Mnie też rozczulają takie małe dzieciątka:)
    Ale tak to już chyba jest zwłaszcza na końcówce ciąży.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nasz Leon też zawsze kładzie mi się tam, gdzie boli , albo ma boleć i tak najczęściej układa mi się za kręgosłupem, jak leżę na boku lub z przodu wzdłuż brzucha, chociaż tego nie rozumiem. Swoją drogą mogliby zbadać sprawę czy poród ze zwierzęciem na plecach nie byłby najlepszym na świecie znieczuleniem? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może się trafi kiedyś taka osoba, która przetestuje takie znieczulenie :). Ja przy cesarce zaufam lekarzowi :)

      Usuń
  3. słodki psiak. Ja też byłam taka ckliwa, to zupełnie normalne! Oj już tak mało czasu zostało:)))

    OdpowiedzUsuń
  4. No to chyba zaczynamy WIELKIE odliczanie?
    Pocieszny piesio :)
    A takie rozczulanie to normalna sprawa :) A płacz noworodka jest piękny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odliczanie już trwa nie dawno było 50 dni a tu nagle 6 o matko strach się bać :)

      Usuń
  5. Ja pod koniec ciąży to się wzruszałam z byle powodu :)zaglądam i czytam więc pisz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak mam cieszę się, ze zaglądasz :)

      Usuń
  6. Ale Ci zazdroszczę ! Przede mną jeszcze wiele tygodni !

    OdpowiedzUsuń

 

Google+ Followers

Instagram

Obserwuj nas przez e-mail