Zmiana czasu

Bałam się tego dnia. Zmieniać czy nie zmieniać godzin karmienia. W końcu jak to zrobić by moje dziecko nie było głodne? Oczywiście dumałam myślałam, a rozwiązanie przyszło samo. Może od początku. W środę Mała znowu zrobiła kupę z nitkami krwi. Mąż zawiózł ją do lekarza rodzinnego Okrucha (ten lekarz nie widział jeszcze kupy z krwią Małej). Babeczka orzekła, że to może być przez żelazo, które podajemy od jakiegoś miesiąca. W piątek pojawiła się kupa śluzowata z plamami krwi. Zadzwoniliśmy do owej Pani doktor kazała przyjechać, a jeszcze dodam, że to ta bardzo "miła" Pani przez którą płakałam pisałam o tym w poprzednich postach. Wizyta piątkowa była prywatna, więc zostaliśmy potraktowani dużo lepiej, aczkolwiek ewidentnie baba ze sobą walczyła. Orzekła, że to biegunka krwotoczna wirusowa. Wypisała skierowanie do szpitala i tyle w temacie. Załamałam się... znowu.... P. jako trzeźwo myślący tata wsiadł w samochód i pojechał zobaczyć jak wygląda sytuacja u nas na dziecięcym. Nasz szpital nie ma własnego laboratorium i wszelkie wyniki wysyłają do innej miejscowości. Czyli pobiorą coś tam a wynik za 2 dni. Mieliśmy w perspektywie bezsensownie spędzone dni w szpitalu. Tym bardziej, że Mała nie była odwodniona i nadal nie jest. Sika, ślini się i zachowuje się tak samo! Co stwierdziła owa "miła" pani doktor. P. dorwał Panią Ordynator w szpitalu. Wkurzyła się, że "miła" pani doktor urządziła sobie spychologię i wysłała nas do szpitala. Powiedziała wprost nie ma wolnej tej sali co zwykle mieliśmy czyli jedyneczka z łazienką, ona nie widzi podstaw by się kłaść do szpitala. Skoro dziecko nie jest odwodnione i nie zrobiło kupy do badań to po co? Zapisała P. na kartce badania, które mamy wykonać w prywatnym laboratorium by było szybciej i kazała przyjechać z wynikami. Dzisiaj odebraliśmy wyniki na rotawirusy, androwirusy i jeszcze jakieś wirusy + posiew moczu nic w żadnym z nich nie wyhodowano. Czekamy na wynik z salmonellą będzie jutro. Zostaje nam badanie ogólne moczu i krwi, ale z tego nic nam nie wyjdzie. Pani ordynator powiedziała, że żelazo nie ma tu nic do rzeczy. Tak więc jesteśmy w domu Mała zachowuje się normalnie zmiana czasu nawet jej odpowiada w nocy budziła się na jedzenie częściej bo dwa razy, ale nie obserwuje u niej żadnych niepokojących objawów. Nie ma gorączki, dziecko je jak zwykle, sika, brak wysypki no totalnie nic się nie dzieje. Martwi mnie trochę jej waga bo u przemiłej pani doktor ważyła 5,8kg (przed jedzeniem). Ja ważyłam ją na naszej wadze w wieku 3 miesięcy i miała 6kg teraz na naszej ma 6,2kg. Ostatnie ważenie na wadze u pani doktor 5,45 kg jakiś miesiąc temu z tym że nie pamiętam czy to było po jedzeniu czy przed. Po ciuszkach widzę, że Gabi rośnie. Muszę przypilnować kolejnego ważenia i zmusić by zmierzyli Małą siatki prawdę powiedzą. 

Tym sposobem Gabi zmieniła sobie pory karmienia. Dzisiaj mój Okruszek wstał o 8 godzinie i regularnie jadł co 3h no troszkę mniej czasami. Teraz słodko śpi, a my nie wiemy już co robić z tą krwią w kupie. Taka uroda czy szukać przyczyny? Poznałam już wszystkich lekarzy w naszej miejscowości, byłam u lekarzy w Wawie i nikt nic nie wie. Oszaleć można.....






6 komentarze:

  1. Biedna Gabi, najważniejsze że nie jest odwodniona, je i zachowuje się normalnie. Może to faktycznie nic poważnego ? Trzymam kciuki za pozytywne wyniki i rozwiązanie przypadłości :(

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zazdroszczę takich zawirowań! Ja sama chyba dostałabym kociokwiku, ten lekarz, tamten...tu badania takie siakie..a i jeszcze dzidzię męczyć... a Gabrysia w ogóle nie wygląda na chorego dzieciaczka! Trzymam mocno kciuki, żeby już te wszystkie problemy się Wam skończyły :)
    Pozdrawiam,
    www.swiat-wg-anuli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas nie było problemu ze zmianą czasu.
    Kiepsko, że tak musicie jeździć po tych lekarzach. Mam nadzieję, że w końcu wszystko się wyjaśni.
    Trzymamy kciuki za Gabi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj! Ja lekarzem nie jestem, ale pokusilabym sie o opinie, ze Gabi nic nie jest. W koncu sprawdzacie ta krew w kupie juz tyle czasu, lekarze wymyslaja co i rusz nowe diagnozy i zadna nie trafiona. A skoro Mala wydaje sie zadowolona i nie boli ja brzuszek, to raczej nie moze byc nic powaznego. Moja corka tez miala chyba 3-4 razy takie nitki krwi w kupie. Oprocz tego od skonczenia bodajze 2 miesiaca, jej kupy byly zielone! Mialy odpowiednia konsystencje, ale ten kolor! Pediatra kazala obserwowac, ale mala oprocz kiepskiego koloru i od czasu do czasu odrobiny krwi, zachowywala sie normalnie i rozwijala rewelacyjnie. Teraz jest zupelnie zdrowym 2 i pol latkiem. :)

    OdpowiedzUsuń

 

Google+ Followers

Instagram

Obserwuj nas przez e-mail