Gabi vs kosz Korbell

Pamiętacie wpis o koszu na pieluchy? Jeśli nie zajrzyjcie TU. Nie, nie zmieniłam zdania kosz to bardzo dobre rozwiązanie. Choć muszę przyznać, że korzystamy z niego rzadziej niż dotychczas. Może dlatego, że stoi w łazience? Wszystkie siuski lądują w zwykłym koszu, śmierdzące sprawy w zacnym koszu firmy Korbell. Dziś nie chce mówić o funkcjonalności o cenach, przekonywać, namawiać, no nie dziś :) 

Otóż chciałabym wytknąć wadę tego produktu. Super tajne pokrętło miało za zadanie zablokować dostęp do wnętrzności kosza. Takie o, zabezpieczenie przed ciekawskim dzieckiem. Moje 15 miesięczne stworzenie za pierwszym razem bez najmniejszego problemu otworzyło tą magiczną klapkę. Myślałam, że to przypadek, ale Gabi bezbłędnie powtarzała ten ruch. Zabezpieczenie o kant dupy potłuc. Ot taka informacja :)

Etap pierwszy to wymacanie pokrętła, jednocześnie udając, że wcale mnie to nie obchodzi.


Etap drugi, użycie prawej ręki. Lepiej się kręci.


Etap trzeci to już sama zabawa w otwieranie i zamykanie klapki.


Koordynacja to podstawa.


Wynik starcia Gabi vs Korbell ----> 1:0




2 komentarze:

  1. No proszę :) Jaka zdolna! :*
    Nasza Lil dziś przez pół dnia w łazience siedziała i wrzucała klamerki do jednego z koszy do prania :)

    OdpowiedzUsuń
  2. u nas to samo! Młody od dłuzszego czasu jest koszem zainteresowany, dlatego do łazienki nie ma wstępu.

    OdpowiedzUsuń

 

Google+ Followers

Instagram

Obserwuj nas przez e-mail