Matka jak maszyna

Dzisiejszy post pisany przez zmordowaną matkę sponsoruje życie. Czasami mam wrażenie, że wspinam się wysoko i nie jest łatwo. Kłody lecą pod nogi, ale ja brnę niestrudzenie do góry. Jestem matką prawie dwuletniej dziewczynki, która tryska energią. Ma też swój charakter i co raz częściej własne zdanie. Oprócz siły fizycznej potrzebnej do podnoszenia dziecka uzbroiłam się w cierpliwość. Tłumaczę 10 razy, że nie możemy wziąć koszyka ze sklepu. Dodatkowo mój mózg pracuje na  zwiększonych obrotach. Nie mogę powiedzieć "nie bo nie", staram się użyć najbardziej racjonalnych argumentów dlaczego już musimy iść i zostawić plac zabaw. Oprócz wychowywania Gabi cały czas pracuje zawodowo. Nie mam żadnej taryfy ulgowej z powodu ciąży. Nie pracuje fizycznie, ale wydaje decyzje, które tworzą pewne prawa. Muszę wiedzieć co pisze i w jaki sposób. Czasami trafiają się akcje w stylu mission impossible. W zasadzie nikogo nie obchodzi, że bieganie parter drugie piętro pięć razy dziennie już mnie przerasta. 
Ciąża... Mały nie ma lekko. Już wiem, że będzie żywym sreberkiem. Gabi na tym etapie ciąży nie kopała aż tak. Oprócz tego wszystkiego mam na głowie prowadzenie domu. Samo się nie posprząta, samo się nie zrobi. Tak się zastanawiam, Boże kiedy ja to wszystko robię? 

Wtedy mówię sobie, że jestem po prostu ZAJEBISTA!!!

Pozdrawiam wszystkie mamusie. Jesteście najlepsze :)

Jak widać kobiety mają to w genach. Gabi na zdjęciu skacze na hipciu buduje domek i podjada jabłko. Który facet tak umie :)?



4 komentarze:

  1. Hej! Ja również pracowałam do kńca 7 m-ca, drugie dziecko i cały dom na głowie, dodatkowo kończylam studia zaoczne, a moj drugi syn postanowił urodzić się w dniu mojej obrony pracy mgr. ( broniłam się z nim na ręku tydzień po pordzie- to był dopiero hardcore) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak. My, matki musimy sobie radzić!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli te decyzje piszesz z takimi samymi błędami ortograficznymi jak prowadzisz blog... to wiele mówi o urzędnikach państwowych i ich wykształceniu. I nie pisz w języku którego nie znasz: mission impossible - tak to się pisze. Oczy bolą od błędów. Zainstaluj sobie jakiś program do korekty albo trzymaj słownik ortograficzny pod ręką. Pozdro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście mój błąd poprawiłam. Niestety nie jestem humanistką. Oczy bolą to nie czytaj. Nie wiem czy kiedyś zerkałaś/eś do KPA (skrót rozszyfrujesz sobie w necie). Tam dowiesz się co jest najważniejsze w decyzji. Po za tym nie masz pojęcia jakie studia skończyłam. Nie zapraszam więcej jeśli brak Ci odwagi do podpisania komentarza imieniem.

      Usuń

 

Google+ Followers

Instagram

Obserwuj nas przez e-mail