Julian już z nami

Pragnę Wam donieść, że 21 sierpnia (dzień po 4 rocznicy ślubu) przyszedł na świat nasz syn. Drogą cesarskiego cięcia o godzinie 13 50 już był z nami. 3370 g szczęścia i 58 cm miłości. 


Plan ewakuacji Młodego niestety zakładał tylko jedną opcję cesarskie cięcie. Pełna obaw  z przykazem od swojego lekarza stawiłam się w piątek na izbie przyjęć. Zostałam przyjęta na oddział i powitana przez położną "my już od dawna na Panią czekamy". Podłączona do ktg czekałam na swoją kolej. P. poszedł pogadać z moim lekarzem. Beztroski Pan H. przyszedł do mnie do sali i dzwoni po nie jaką złociutką, dla śmiertelników zwaną anestezjologiem. Zaczęło się. Wezwana na salę położnych biegnę z duszą na ramieniu. Pełna strachu już wiem co mnie czeka. Okazało się, że nasza sąsiadka będzie przygotowywała mnie do zabiegu. Wenflon, kroplówka, kieliszek do wypicia. Druga kroplówka. Zjawia się złociutka anestezjolog, W tym samym czasie zaczyna rodzić kobieta z sali obok. Wśród krzyków "nie dam rady", "nie mam siły" pada decyzja, że czekamy bo nie wiadomo jak zakończy się ten poród. My z P. grzecznie siedzimy na kozetce, mi leci kroplówka. P. jak gdyby nigdy nic ogląda sobie coś na telefonie, nie wzruszony. Ja o mało nie oszaleje ze strachu. Czekam cierpliwie, rozmawiamy z położną, która co chwilę biega do rodzącej kobiety. Akcja porodowa ustała. Dziecko źle wpasowało się w kanał rodny, wiozą ją do cięcia. Widzę, że nasza położna jest zła. Mówi, że pogrozi Małej palcem że tak się wstawiła. Patrzę jak biega, jak lata, jak się stara widać kobieta z powołaniem. Zdziwiona, że my tak grzecznie czekamy bez awantury, a przecież umówieni. Ja wystraszona tym co mnie czeka. P. twardo stąpający po ziemi mówi, że nie pozwoliłby na to by mnie cięli bo w całym szpitalu obecny tylko jeden zespół do cięcia i jeden do dziecka. Jakbyśmy się podzielili? Ma rację. 

Julo 1 dzień 



Julo 5 dni. 


Czekamy. Skończyli, przerwa. Nagle podkręcają kroplówkę, cewnik i jazda na salę. Okazało się, że czeka na mnie dwóch anestezjologów w tym złociutka. Śmiechy, pogaduchy zostaje ona. Znieczula mnie na siedząco w obecności samych kobiet. Każe się położyć, przypinają pasy. Robi się słabo, nie dobrze, dostaję coś tam. Zwilżają usta. Wchodzi mój gin z innym, zakładają kotarki. Malują jodyną, zdenerwowana mówię jeszcze nie, przecież ja czuję. Malują dalej i uspokajają. Po czym czuje ciągnięcie. Pediatra pyta co będzie tym razem. Mówię o ile doktor się nie pomylił chłopak. Jak tam córka? W porządku już wszystko za nami. Super. Po chwili mój lekarz naciska na brzuch. Mówię o matko. Złociutka no przecież rodzimy. W tym momencie zauważam pediatrę, znamy się mówię nie poznałam Pani w tej masce. Młody zostaje wyjęty, zapada cisza. Nie słyszę płaczu. Pediatra zręcznie przechwytuje malucha, po chwili płacz. Ufff odkręca się mówi wszystko dobrze. Nie słyszę godziny, ile punktów nic. Pediatra mówi wszystko ok ładny chłopulek, ma tylko rozszczepiony napletek, ale to nic. Położna zaczyna obrabiać Młodego, a on nie płacze. Kładzie mi go takiego ubrudzonego białą mazią na piersi. Młody ma wielgachne usta!!! Patrzy się na mnie. Ma ochotę płakać, mówię do niego, patrzy. To jest to ta wieź. Czuję jak gmerają mi w brzuchu gadają o czymś. Dla mnie liczy się tylko Młody podtrzymuje łzy. Zabierają kładą do wózeczka i jedzie do taty. Dziwnie nie ubierają go na sali. W między czasie ginekolodzy mówią o szkole w Białymstoku. Gadam z nimi o czymś tam. Wraca pediatra pyta, a jak Młody będzie miał na imię. Julian odpowiadam, wszystkim się podoba. Położna idzie z wózkiem i słyszę jak krzyczy z drogi króla Juliana wiozę. Później liczą gaziki, gadamy o czymś tam. Mówią, Pani Ola nam tu poleciała z krwią. Szyją i po chwili mój gin dziękuje i wychodzi. Szczerze spodziewał się po nim chociaż gratulacji jakiegoś zainteresowania nic. Reszta przerzuca mnie na łóżko na kółkach. Jedziemy, ciesze się. Widzę kątem oka Piotrka, nie trzyma Juliana. Jestem na sali pytam gdzie Młody. Musi chwilę zostać odkrztusza wody. Nerwy mi puszczają, łzy. Piotrek biega między dwoma salami. Przynosi pokazuje mi zdjęcia. Julo ma mega usta. P. mówi, że dostał ochrzan od położnych bo jak Młody usłyszał jego głos przestał płakać, a musi by wszystko odkrztusić. Po 40 minutach przynoszą Młodego i od razu do cyca. Kapturki odpadają na starcie. Młody wie jak się je. Jest spokojny, lubi jak mówię. Zupełne przeciwieństwo Gabi. Dowiaduje się, że ma 3370g i 58 cm, 10 pkt. Ideał, choć spodziewałam się większego chłopa. Julo śpi ja ryczę. Wpada mama, siostra. Oglądają noszą, gadają. Piotrek mega dumny. Zaprawieni w bojach po Gabi jesteśmy spokojni, dziecko też. Wiemy jak nosić, przebierać, karmić. Stare wygi. O 21 wychodzi P. koniec widzeń. Młody grzecznie śpi, z wodami zalegającymi w brzuszku dzielnie trawi. Koło 21 ból, dostaję leki. Mija. Położne biegają pomagają, przekładają dziecko. Ja pije malutkie kropelki wody choć nie mogę, ale umieram z suchoty. Gdy tylko czuje nogi, ruszam, kręcę się tak kazali. O 21 mogę podnosić głowę. Koło 2 próbują mnie postawić na nogi. Nie daję rady, rzygać mi się chce. Siadam na łóżko super, dla mnie bomba. Wszystkie położne mówią, że Julo jest boski. Jedna zabiera go na od śluzowanie bo ciągle mało płacze. Nad ranem w końcu robi kupę. Z cewnikiem i kroplówką wstaję i go przebieram. Dumna jak nie wiem co, że jestem w stanie. Położne się dziwią. Jedna trzyma mi cewnik przy kolejnej zmianie pieluchy. Ból jest znośny inaczej niż z Gabi. 

Kobiety pomagają jak mogą. Naprawdę. Tego samego dnia co cesarka przychodzi pediatra mówi, że tak wpadła zobaczyć co tam. Miłe. Przenoszę się do pokoju normalnego. Mamy się nie źle. Dostaje leki, zapycha się wenflon, przechodzą na doustne. Głodna jak nie wiem co. Julek ciągle spokojny. Zaczyna mi się nudzić. Umyta i czysta, oglądam tv. Zaczynam czytać książkę. Szok. Z soboty na niedziele Juleczek pokazuje rogi. Powód? Herbatniki zjedzone bezmyślnie przeze mnie lub mała ilość pokarmu. Położna bierze go by dokarmić, ja wyczerpana zgadzam się no bo co. Wraca mówi że nie chciał wcale pić i że mamy lepsze. Myślę sobie zuch chłopak! Całą noc walczymy nad ranem Król mój złoty już śpi. Niestety żółknie. W poniedziałek mimo poziomu 8,9 wychodzimy do domu. Szczęście straszliwe!!! Za Gabi nam tęskno.W sali jedynce nudzi mi się. Dwa dni spędzona na po cesarkowej były przyjemne, położne, lekarze wszyscy przychodzili było wesoło. Później pozostawiona sama sobie bo przecież Pani jest taka samodzielna wynudziłam się prze okrutnie.  Piszemy oświadczenie, że nie chcemy szczepić. Wypełniamy papiery, dostajemy niebieskie pudełko. Ubieram Jula sama (Gabi ubierały położne) szczęśliwy idziemy sami do domu (z Gabi było inaczej). Ubieranie się nie podobało Królowi, ale jazda autem już tak. W domu Gabi bardziej zainteresowana Julem niż mną. Jest mega duża w moich oczach. Woła od progu gdzie Juleczek. Staje jak wryta gdy dostrzega malutkie cudo w foteliku. Myślę, czy ona też była taka mała? Julek przynosi prezent dla Gabi magnetyczną tablice. Młoda zachwycona. Cieszy się mówi Juleczek i mamusia już w domu. Ot taka cała historia. 


8 komentarze:

  1. Ola gratulacje.... wspaniały synek, niech rośnie wam na pociechę...
    serdeczności

    leptir

    http://leptir-visanna7.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem pełna podziwu! Ze dałaś rade mimo pociętego brzucha. Julek śliczny, ale pewnie każdy Ci to mówi :)

    Jak się czujesz? A Julek po tych dniach spędzonych juz w domu? Jak Gabi na codzień?
    Pozdrawiam cieplutko!
    I jeszcze raz gratuluję.

    www.swiat-wg-anuli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratulacje!!! Wspaniały :) łza w oku mi się zakrecila. Trzymajcie się zdrowo!

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratulacje,niech zdrowo rośnie! My jeszcze w dwupaku podlączone właśnie pod ktg:) pozdrawiamy dzielną mamę i króla Juliana!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wzruszyłam się ! Witaj Julek na świecie ! I rosnij zdrowo :-*

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratuluję przecudownego synka! I ja za jakieś 20 tygodni ujrzę swojego. :)

    OdpowiedzUsuń

 

Google+ Followers

Instagram

Obserwuj nas przez e-mail