Karmienie piersią vol 2

Moje karmienie vol 1 przebiegało dość burzliwie. Moje pierworodne dziecię miało problem z chwyceniem brodawki. Wspomagałyśmy się kapturkami. Te kilka dni po urodzeniu Gabi były bardzo ciężkie. Położne biegały do mnie co chwila bo Mała darła się wniebogłosy, a ja nie potrafiłam jej przystawić. Początkowo myślałam, że to przez brak pokarmu, ale ze mnie aż tryskało! Niestety ze szpitala wyszłyśmy z problemem. W domu dalej z tymi nieszczęsnymi kapturkami walczyłyśmy dzielnie. Ja znosząc ból i krzyki Gabi, a ona głód i gniew. Po jakimś czasie zdecydowałam się na odstawienie kapturków i... jakoś się udało. Przeszłam drogę przez mękę, zwątpienie, nie moc, by na samym końcu prawie zniknąć. Dlaczego? Gabi miała uczulenie objawiało się krwią w kupie. Było to bardzo niebezpieczne dla mojej kruszynki, ponieważ urodziła się z niedokrwistością. By oczyścić mój pokarm z potencjalnych alergenów przez około tygodnia jadłam ryż i jabłka. Moja dieta nie wróciła do normy bałam się nowych produktów. Oczywiście nie była to zbilansowana dieta matki karmiącej. Moja waga poleciała na łeb na szyję. Gabi rosła, ja znikałam. Po pewnym czasie mój wyniszczony organizm zaprotestował. Moje samopoczucie i zdrowie znacznie się pogorszyło. Mimo suplementacji zaczęły się bóle kości i zębów, a przede wszystkim początki poniekąd depresji. Mąż mój osobisty zadecydował za mnie. Zaczęłam podawać Bebilon Pepti płacząc przy każdej butelce. Z czasem pogodziłam się z faktem,a teraz z perspektywy czasu wiem, że mogłam powalczyć. Spróbować zbilansować swoją dietę, ale byłam wycieńczona nie tylko jadłospisem, ale samą Gabi. Nie należała do aniołków i doskonale pamiętam jak dała mi popalić. Do tego doszły zmartwienia o jej zdrowie. Wszystko to przytłoczyło mnie niesamowicie. 
Z Julkiem miało być inaczej. Miałam odstawić mleko i wszelkie białko mleka krowiego na 2 tyg przed porodem. Próbowałam, ale uwierzcie nie mogłam. Miałam takie ciągoty do mleka, że to było niemożliwe. Dwa dni po cesarce wygłodniała rzuciłam się na śniadanie szpitalne składające się z kaszy jęczmiennej w ciepłym słodzonym mleku. Młody po urodzeniu został przystawiony do mojej piersi za pomocą kapturka. Ta sama babeczka co przy Gabi wygłosiła "małe piersi będzie ciężko". Niestety rozmiaru e nie posiadam, ale też nie narzekam (mąż też). Babka zarządziła kapturek. Myślę sobie ok zobaczymy. P. wyjął kapturek, a Julek zaczął się wnerwiać bo musiał "wyciumkanć" jakiś plastik, a nie pierś mamy. Zdjęłam kapturek i walnęłam go w kąt dosłownie... Młody zaczął pracować i od razu poczułam to magiczne "Connect", a po chwili ciągniecie w 2 piersi już wiedziałam, że mam pokarm. Julek pracowicie wyrabiał sobie brodawki popijając niewielkie ilości siary. Gdy całkowicie strawił zalegające mu w brzuszku wody płodowe zrobił się głodny, całą noc w szpitalu walczyliśmy z pokarmem. Przy piersi wkurzał się i prężył, ale w końcu leciało! Po powrocie do domu w zasadzie jadłam normalnie dopóki nie wysypało Julka na twarzy. W dodatku stał się troszkę bardziej nerwowy. Za mną drugi kolejny miesiąc diety. Po biszkopcie własnej roboty u Julka znalazłam śladowe ilości krwi w kupie. Odstawiłam także jajka. Obecnie wojujemy się z zieloną kupą. Wszystko robię na wyczucie, już wiem, że żaden lekarz mi nie pomoże. 

Gabi biedna moja Gabi była karmiona co 3h. Ściśle przestrzegałam tych zaleceń. Zupełnie niepotrzebnie. Całkiem nie dawno wpadł w moje ręce świetny artykuł dowiedziałam się, że samo niemowlę wie doskonale co ile czasu i jak dużo powinno wypić mleka mamy. Składa się na to wiele czynników, również pora dnia. Dlatego Julek dostaje pierś kiedy potrzebuje, a nawet wtedy gdy wiem, że jest najedzony, ale chce się zdrzemnąć przy mamy cycusiu. Pozwalam mu. Teraz już wiem, że taki malutki będzie chwilę, momencik, że ten czas przeleci przez palce, a później usłyszę "nie przytulaj mnie bo się bawię" albo "mamo oszalałaś, daj spokój". Równie często słyszę od Gabi "jestem zajęta, nie mam czasu". Także rozpieszczam tego mojego syna ile mogę. Po to jestem by spełniać potrzeby moich dzieci. 

Polecam Wam lekturę, koniecznie zajrzyjcie TU . Według przyjętych ram czasowych. Mój Julek wypadł tak:
  • 4:00-10:00 – ranek - zdarzyły się najwięcej 3 karmienia, 
  • 10:00-16:00 – dzień - do 5 karmień,
  • 16:00-22:00 – wieczór, - do 3 karmień,
  • 22:00-4:00 – noc. - czasem jedno czasem wcale. 
Julek nie wypada tak źle. Mieści się w średniej :). 




6 komentarze:

  1. Mój synek zaraz pojawi się na świecie - bardzo chcę karmić piersią, ale boję się, że może coś nie wypalić właśnie przez to, że poddam się... Mam zamiar walczyć do końca - oby ta walka była wygrana! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tiaaa... Ja corke tez karmilam, jak durna, co 3 godziny, jak w zegarku. ;) Zanim urodzilam synka nabralam rozumu i karmilam kiedy tego potrzebowal, na poczatku nawet co 1.5 godziny (w dzien i w nocy, brrr...).
    Mysle, ze moze z Gabi moglas jeszcze troche powalczyc, ale bez odpowiedniego wsparcia klopoty z karmieniem piersia koncza sie czesto wlasnie przejsciem na mleko modyfikowane. Najwazniejsze jednak zeby i mama i dziecko byli szczesliwi. Jesli zapewni to wprowadzenie butli ze sztucznym mlekiem, to czemu nie? ;)
    A tekst "male piersi, bedzie ciezko" mnie powalil! :D Niektorym poloznym przydaloby sie przywalic czyms ciezkim w lepetyne! Ja tez mam malutkie piersi (przed ciazami miseczka A), a wykarmic moglam trojaczki! Rozmiar nie ma tu nic do rzeczy, zreszta sama widzisz przy Julku!
    Zielonymi kupami bym sie az tak nie przejmowala. Kupki mojej corki dosc szybko przeszly z musztardowych na wlasnie zielonkawe. Zglosilam to pediatrze i na poczatku zalecila odstawic wszystkie produkty mleczne z diety. Kupki pozostaly bez zmian, a ja pomalu wrocilam do normalnej diety. Poniewaz Mloda nie miala zadnych brzuszkowych problemow i przybierala pieknie na wadze, pediatra stwierdzila, ze taka juz jej uroda. ;) Ja w ogole nie stosowalam zadnej diety poza tym krotkim epizodem. Od poczatku jadlam wszystko i dzieciaki nie mialy ani alregii ani kolek.
    Zycze, zeby dalsze karmienie Julka odbylo sie juz rownie bezproblemowo jak moje! ;) Ja z rozrzewnieniem wspominam tamten czas z malymi ssakami u piersi. ;) Corke karmilam 15 miesiecy, a synka 20. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Spróbuj podać probiotyki Julkowi. Ja córkę, ma skazę białkowa i inne rzeczy, karmiłam bez 1 m-ca przez całe trzy lata. Przy zielonych kupach pomógł nam dicoflor, przy tej córeczce, ur. 25.11.2015 jak pozwolę sobie na jakiś mleczno-jajeczny wynalazek i pojawia się zielonkawa czy zielona kupa też podaję dicoflor ale na zmianę z biogaią. Sa różne rodzaje preparatów uzupełniających florę bakterii jelitowych u małych alergicznych niemowląt. Pozdrawiam, Karolina-mama x4

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzeczywiście problem z karmieniem piersią w pierwszych dniach ma wiele świeżo upieczonych mam. Często problem polega na braku wystarczającej ilości pokarmu albo na niewłaściwym ciągnięciu przez maluszka ale często również na niewłaściwym przystawieniu co utrudnia zadanie i mamie i dziecku. Dobrym rozwiązaniem właśnie trzeciego problemu jest zakup poduszki ciążowej i do karmienia. Gwarantuję, że każda mama się zdziwi jak wygodna, ale przede wszystkim przydatna jest ta poduszka. Podpiera, stabilizuje, właściwie ustawia ciało mamy przy karmieniu zmniejszając wysiłek maluszka i właśnie mamy.

    OdpowiedzUsuń
  5. My z Młodym tez usłyszeliśmy w szpitalu, że kapturki tylko pomogą. Ja się męczyłam, dziecko, postawiłam po jednym użyciu. Nie pamietam czy mieliśmy jakies większe problemy na początku z karmieniem ale na pewno nie pilnowałam karmień z zegarkiem w ręku i na pewno zdarzały się cześciej niz co 3 h. Nawet co 1,5h gdzie Kuba pociumkał i dalej szedł spać. Na tyle fajnie to wszystko wypracowaliśmy, że w nocy nie dopominał się tak często cyca i od pierwszych dni życia dawał się wyspać potrzebując 1-2 karmień w nocy. Na szczęście alergii wszelkich było brak. Chyba wyszło bo karmiłam do 27 miesiąca i tylko dlatego przestałam bo w kolejnej ciazy byłam co uznałam, że jesr najlepszym momentem aby jednak odstawić. Oby z drugim było tak samo. Póki co trzymamy za Was kciuki !;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja córeczkę karmie 19 miesiąc. I nie zapowiada się koniec. Niestety jest uczulona na nabiał. Chociaż już teraz dla mnie to nie problem. Odkryłam uroki innej kuchni i smaków. Do nabiału raczej już nie wrócimy. Życzę powodzenia

    OdpowiedzUsuń

 

Google+ Followers

Instagram

Obserwuj nas przez e-mail