Mata Skip Hop Zoo recenzja

Lubię pisać o rzeczach, które są w moim domu od dawna. Nasza mata Zoo ma ok 2.5 roku. Korzystała z niej Gabi, korzysta Julek, a jeśli się zdarzy będzie korzystało trzecie dziecko.




Kupując tą matę nie kierowałam się żadnymi specjalnymi względami. Urzekły mnie jej kolory. Spójrzcie jakie są głębokie i nasycone. Wygląda pięknie! 



Gabi bardzo szybko nauczyła się przekręcać z plecków na brzuszek, a także pełzać. Śliska powierzchnia maty i odpowiednią miękkość przyśpieszyły zdobywanie nowych umiejętności. Gdy nauczyła się wyciągać szare łączniki od razu lądowały w buzi. Rozkładając matę dla Julka, obserwując ślady "kasowników", z westchnieniem wspominałam jaka była malutka, Obecnie Gabi układa puzzle na wszystkie możliwe sposoby. Zmienia lezącemu Jullkowi rysunki zwierzaków i konfigurację maty. On ma zaciesz, a ona zajęcie. Mnie cieszy bardziej przyziemna rzecz, łatwe czyszczenie, wystarczy przetrzeć wilgotną szmatką. 


Żywe kolory przyciągają uwagę Julka i próbuje każdemu zwierzakowi wydłubać oczy. Do tej pory korzystał z klasycznej maty z pałąkami. Gdzie wystarczyło leżeć i wyciągnąć rączki. Teraz opanowuje obroty. Podoba mu się zmiana perspektywy z podłogi może lepiej widać co wyczynia siostra. Gdy Młody przebywa na macie, Gabi rozkłada się obok ze swoimi zabawkami, co mobilizuje go do obrotów i pełzania by zdobyć nowe, zakazane rzeczy siostry. 


Mata ma wiele zalet, niestety jej podstawową wadą jest trwałość. Gabi nadgryzała to całkiem zrozumiałe, że powstały ślady. Pojawiły się inne związane ze zwykłym użytkowaniem, nie mam pojęcia od czego. Jeden element zaczyna zrzucać skórkę. Już widzę jak Julek wyskubie go do końca. Dodatkowo dzisiaj moja córeczka porobiła kilkanaście dziurek w dwóch puzzlach. Cofam, mata nie dotrwa do trzeciego dzieck. Nie byłam szczęśliwa gdy to zobaczyłam, mata kosztuje sporo. Z powodzeniem można kupić tańsze puzzle, widziałam jakieś wyblakłe w Biedronce i Pepco. Nie tak kolorowe, ale cenowo dość przystępne. 







Mimo upływu czasu i mojego dziecka wyposażonego w kredkę do robienia dziurek. Ciągle prezentuje się wyśmienicie, a zabawy nie ma końca. Julek próbuje pełzać, a Gabi układa puzzle. Biega w kółko po czym krzyczy sowa i szybciutko siada na sowie :), po chwili wykręca ente kółko krzyczy piesek i ląduje na piesku. Póki co nie znalazłam żadnej ze zwierzątkami, dlatego dla nas ciągle jest atrakcyjna. Gabi odgrywa tymi zwierzakami przedstawienia dla Jula, a ja mam 10 min na kawę. Chwilo trwaj :)



3 komentarze:

  1. Mata zoo jest piękna. Ale Wy chyba trafiliście na wytrzymały model. Mojej poprzedniej Podopiecznej (Jadzi) rodzice kupili tą matę. Puste m-cy i zaczęła ta "skórka" schodzić. Bywały momenty, że to ona sama je dłubała... mój aktualny Podopieczny ma matę po siostrze, kupiona kiedyś w Smyku. Nie jest zła. O dziwo mimo żucia mniejszych elementów przez Li, nie za bardzo są ślady. Jedyne co, to ciężko ją czyścić. Chociaż, może gdyby to regularnie było robione, to nie byłoby tragedii. Ale ogółem mata spełnia swoje zadanie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla takiego maluszka - rewelacja :)
    Oli jest już duży, nie potrzebuje bo bawi się na ciepłej ogrzewanej podłodze ale gdy był w wieku Twojego Szkraba chorowałam na nią a nie miałam gdzie położyć (mieszkaliśmy jeszcze u rodziców). Także może w przyszłości...

    OdpowiedzUsuń

 

Google+ Followers

Instagram

Obserwuj nas przez e-mail