Fresco Bloom recenzja dużo drastycznych zdjęć

Ostatnio masakruje recenzjami to co do niedawna tak mi się podobało i zachwycało mnie. Doskonałym przykładem jest Bugaboo Cameleon oraz to co za chwilę napiszę. W tym roku w listopadzie na moim liczniku wskoczy magiczna trójka. Podobno po trzydziestce wszystko się zmienia. Coś w tym jest. Człowiek nauczony doświadczeniem i życiem dokonuje innych wyborów, (albo mu się tak zdaje). Gdybym 10 lat temu miała obecną wiedzę być może nie było by mnie tu. Nie żałuje, mam cudowne życie, a bardziej lub mniej przydatne przedmioty nie mają znaczenia. Pisząc tego posta mam nadzieję, że skorzystasz z mojego doświadczenia. Zatem wolę powiedzonko mojej babci, że tylko krowa nie zmienia zdania. Do rzeczy. Chciałam napisać Wam kilka słów o naszym krześle Fresco Bloom.





Jako zupełnie niewtajemniczona mama kupiłam takie, które mi się spodobało. Co tu kryć jest inne niż wszystkie. Stylizacja na barowe, do wyboru mnóstwo wkładek kolorystycznych dzięki czemu spersonalizujesz je do własnych potrzeb, a do tego ponadczasowy biały stelaż, bardziej ekstrawagancki czarny lub srebrny. Z pozoru krzesło spełnia swoje funkcje. Gdy dysponujemy malutkim, nie siedzącym dzieckiem krzesło zamienia się w leżaczek. Dziecko przebywa wtedy w pozycji pół leżącej. Niestety jest bardzo twarde pod pleckami znajdziemy twardy plastik oraz cieniutki kawałek wkładki kolorystycznej, która w minimalnym stopniu (by nie napisać, że w żadnym) imituje komfort. Dokupiłam wkładkę Baby Snug (119 zł) bez której ani rusz. Dopiero po jej zastosowaniu dzieciom było wygodniej. Wkładka była droga dlatego próbowałam radzić sobie kocykami niestety przypięcie pasów nie było wtedy możliwe. Gabi rozpoczęła tak swoją przygodę z pierwszą marchewką. Na tym etapie wszystko mi się podobało w zasadzie stosunkowo długo wszystko mi się podobało. Dopiero Julek otworzył mi oczy, a może to ta trójka...





Wielką zaletą Blooma jest możliwość obrotu o 360 stopni siedzącego w nim dziecka. Maluch ma cały czas kontakt wzrokowy nieważne czy mama przy lodówce, czy zmywa naczynia. Podoba mi się to, że nie trzeba przestawiać całego krzesła. W zasadzie tu się kończą wszelkie zalety. Jednakże korzystając z Antilopa swobodnie go przestawiam i sprawia mi to mniej trudności niż przypuszczałam. Zatem wątpliwa ta zaleta Blooma, ponieważ można radzić sobie inaczej. 

Pewnego piękna dnia ustawiłam Julka w pozycji środkowej oferowanej przez Blooma i nie spodobał mi się widok plecków tego w jaki sposób nie podpiera ich oparcie krzesła. Nie jestem ortopedą nie jestem fizjoterapeutą, ale jak na mój nos matki coś nie jest w porządku. Główka leci do przodu, plecki są zaokrąglone, ale nie w naturalny sposób wygląda to jakby dziecko dostosowało się do wymogów krzesła. Na próbę przesadziłam Jegomościa do zwykłego krzesła z Ikei. Ku mojemu zdumieniu Julkowi bardziej się spodobało. W Bloomie opuszcza nisko głowę nie zależnie od pozycji, a w Antilop siedzi prościutko jest zadowolony. Ta radość dużo mi mówi. Jedyne co go interesuje w Bloomie to pasy w Antilop bada to co jest na tacce. 

Waga Blooma początkowo nie sprawiała mi problemu. Obecnie przejrzałam na oczy jest ciężki, toporny, zupełnie nie poręczny. Przestawianie to po prostu szuranie po podłodze te kółka to guzik dają. Podobnie jest z pneumatyczną regulacją wysokości. Nasze krzesło od 3 lat jest na jednym i tym samym poziomie. Najniższy poziom jest równy ze stołem, niestety bez zdarcia blatu stołu nie przysuniesz Blooma. Kiedyś miałam taki pomysł by Gabi rysowała na stole siedząc w Bloomie to nie jest możliwe. Brakuje kilku centymetrów regulacji.



Jeśli chcesz stosować metodę BLW i kupić krzesło Fresco Bloom zaopatrz się również w jakieś tabletki uspokajające. Mnogość dziur, zakamarków nie ułatwia czyszczenia. To syzyfowa praca. Nigdy, ale to nigdy go nie doczyścisz. Zawsze znajdzie się cholerna szpara, łączenie barierki z krzesłem, rzep która trzyma wkładkę to wszystko wciąga wszelkie syfy. W środku po tygodniu znajdziecie wszystko, a z wierzchu krzesło będzie lśniło. Blaty domywają się super marchewka, burak, farby wszystko schodziło bez najmniejszego śladu, ale jeśli odrobina wilgotnego jedzenia wpadła w szparę po tygodniu macie ładnego grzyba. Sprzątanie pod krzesłem to jakaś tragedia. Nie podniesiesz bo za ciężkie, przesuwasz zgarniając cały syf za krzesłem. Producent pisząc, że łatwo się czyści chyba nigdy tego nie robił. Zabezpieczenia na pasy są stworzone do żucia i ślinienia przez dzieci. Gdy dziecko je marchewkę szczególnie zachęcają do gryzienia, na szczęście pasy można zdemontować i uprać na naszym czerwonym kolorze nie znać żadnej marchewki.













Druga pozycja Blooma po zastosowaniu plastikowej wkładki pod tyłek dla dzieci siedzących nie urywa głowy. Na mój gust dziecko za wysoko siedzi, a blat jest za nisko. Nam zresztą ta biała wkładka szybko popękała na szczęście polski dystrybutor przysłał nową, wykonaną z dużo lepszego plastiku. Za tą wkładkę wpada wszystko, dziewczyny mycie Blooma to demontaż całego krzesła. Biała wkładka ma wyprofilowane miejsce na stopy. Moim zdaniem nie spełnia to funkcji Gabi przeważnie dyndała nóżkami.





Ostatnia pozycja z zastosowaniem dużej wkładki w pozycji pionowej to finalne zastosowanie Blooma. Po zamontowaniu podnóżka mamy fajne cieszące oko krzesło dla dziecka. Producent zapewnia, że do 36 kg dziecko swobodnie może siedzieć i korzystać. Ja jednak nie polecam. Gabi przy wadze 13 kg powodowała straszne trzeszczenie krzesła. Każdy jej ruch to wielki trzask. Nie do wytrzymania. Zapewniam Was nasz Bloom jest odpowiednio konserwowany, ale trzeszczy jak tory pendolino.... Podnóżek po raz kolejny okazał się porażką po wielokrotnym przypominaniu Gabi dopiero stawiała stopy. Przed napisaniem posta zdałam sobie sprawę, że Młoda zawsze kręciła się siedząc w Bloomie problem zniknął od kiedy siedzi na normalnym krześle. Z kolei Julek zaczyna się kręcić. Dziwny zbieg okoliczności, a może to wina krzesła?





Zdjęcia, które przedstawiam Wam w dzisiejszym poście są zdjęciami realnymi krzesła po używaniu kilku dniowym bez specjalnego domywania. Julek nie je takich rzeczy jak Gabi, ale zapewniam Was było dużo gorzej. Początkowo nie zdawałam sobie sprawy z syfu, który zbiera się pod wkładką kolorystyczną jakoś nie wpadło mi to głowy. Skutkiem była pleśń na rzepie przytrzymującej największą wkładkę. Rzep musiałam zeskrobać... Wkładka kolorystyczna puściła kolor barwiąc co nie co stelaż, dziwne nie?

Podsumowując oprócz walorów wizualnych i możliwości obrotu dziecka nie dopatrzyłam się innych zalet Blooma. Chcesz kupić? Kupuj na własną odpowiedzialność. Moje zastrzeżenia są oczywiste waga, trudność utrzymania w czystości i moje wielkie wątpliwości do prawidłowego ułożenia kręgosłupa dziecka eliminują to krzesło całkowicie. Żałuje, że Gabi musiała się w nim męczyć. Julo korzysta już z Antilopa po małych przeróbkach jest idealny :). Czy Wy macie swoje opinie o Bloomie?



3 komentarze:

  1. A to ciekawe, co piszesz! Dla mnie, laika, fajne krzesełko. Choć faktycznie patrząc na nie, bardziej by mi odpowiadało dla małego niemowlaczka. Mój Podopieczny ma krzesełko po siostrze, drewniane. Gdy był malutki, okazało się dla niego za duże i musiał być poduszkami obłożony, żeby mu było wygodniej. A jego wadą jest waga. Ciężkie, toporne. Ale pod nim jest miejsce na kryjówkę dla dzieciaków :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiedziałam nawet, że istnieje coś takiego. Ale po takiej recenzji z pewnością się nie skuszę. Poza tym kosztuje pewnie milion monet, a gdy się wyposaża dom mając na uwadze potrzeby dziecka jest tyle innych wydatków, że takie fikuśne, a kompletnie niepraktyczne, jak się okazuje, krzesełko, wydaje się być zbędną fanaberią.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja byłam bardzo zafiksowana na Blooma, już przy pierwszy dziecku je obserwowałam, wówczas z prostej przyczyny - finansowej nie było mnie na niego stać. Przy drugim dziecku zaczęłam intensywnie myśleć jeszcze zanim młody zaczął siadać :-) myślałam sobie chcę chcę chcę i będę miała ... zasadę mam taką, że nie kupuję nic drogiego zanim nie zobaczę tego i nie wymacam :-) No i Bloom przegrał z fotelikiem z IKEA Antilopa, które miałam przy pierwszym dziecku i super się sprawdzało :-) Bloom: za ciężki, za duży, drogi, fajny ma tylko wygląd no i to że można dziecko odchylić i obniżyć, ale tak naprawdę nie byłam pewna czy młody będzie chciał długo w tym siedzieć i odezwała się moja kieszeń i na szczęście rozsądek ;-) Antilopa: lekka, praktyczna, szybka do przeniesienia nawet jedną ręką (gdy w drugiej trzymam młodego)szybka do ogarnięcia po BLW ;-) i tu duży plus, aaaa i teraz mają fajną tą wkładkę, wynoszę też bez problemu na dwór, na taras i zabieram na wyjazdy, bo szybko się demontuje i montuje. Super się sprawdza!

    OdpowiedzUsuń

 

Google+ Followers

Instagram

Obserwuj nas przez e-mail