Przepis na zgodne rodzeństwo

Nie jestem pewna czy coś takiego istnieje. Mam na myśli zgodne rodzeństwo. Nie ma dwojga ludzi, którzy w pełnym zakresie akceptują słabości i poczynania drugiej osoby. Mimo najlepszego charakteru zdarzają się zgrzyty. To tak jak w małżeństwie. Nie znam żadnego, które ani razu się nie pokłóciło. Kłótnia oczyszcza atmosferę. Jestem zdania, że lepiej nie trzymać wszystkiego w sobie, a może nie pozwala na to mój wybuchowy charakter? Nie wiem. Ja noszę swoje emocje na wierzchu. Mąż kiedyś zakwalifikował mnie do klientów emocjonalnych. Kilka razy oblałam go wodą z ze szklanki, kawą, a nawet wrzuciłam do basenu. Oczywiście nic mu się nie stało. Po prostu bardzo go kocham i dlatego bardzo mnie czasami denerwuje. On się śmieje, że nie obliczalna jestem i to lubi. Masochista. 


Mam siostrę odkąd pamiętam dochodziło do rękoczynów. Ja jako młodsza chciałam udowodnić swoją siłę i determinacje, a ona jako starsza nie chciała zostać gorsza. Ona potrafiła trafić słowami w moje słabe punkty, a ja nie umiałam się odgryźć dlatego ruszałam na nią niczym byk. Nie pomagały całkiem różne charaktery i zainteresowania. Bardzo długo nie potrafiłyśmy znaleźć wspólnego języka. Ona była zawsze 9 lat do przodu. Inne problemy, inne życie. Dopiero na moich studiach powstała jakaś nić, która jest już sporym motkiem. Trochę na podstawie swojego doświadczenia, trochę na podstawie obserwacji ułożyłam plan, który mam zamiar wcielić w życie moich dzieci. 


Dla pierworodnej sytuacja uległa całkowitej zmianie. Do tej pory była najważniejsza i jedyna. Teraz jest jeszcze ktoś. Gdzieś przeczytałam, że to tak jakby Twój mąż przyprowadził do domu młodą, atrakcyjną blondynkę i powiedział, kochanie ona od dziś śpi z nami. Właśnie tak odbiera to dziecko. Gabi początkowo traktowała Julka jako intruza i zachowywała dystans. Na szczęście nie miała problemów z akceptacją czy zrozumieniem, że muszę się nim także zająć. Być może dlatego, że ją przygotowałam. Dużo czytałam i tłumaczyłam. Mamy kilkanaście książek poświęconych małemu dzidziusiowi. Dzięki temu Gabi wiedziała, że będzie płakał. Nie mogła tylko zrozumieć dlaczego. Najbardziej zdziwiło mnie to, że próbowała pomóc. Mówiła do niego, a z czasem zaczęła mi wydawać rozkazy typu "daj mu cycocha". Pierwsze dwa tygodnie życia Julka były kluczowe dla naszej całej rodziny. Ja po cięciu nie w pełni sprawna dawałam z siebie wszystko by Gabi nie odczuła braku zainteresowania. Chodziło mi o uzyskanie pewnego balansu pomiędzy obydwojgiem. Tak jesteś najważniejsza bez żadnego ale... To Twój brat, i jego też kochamy. Każdy kolejny dzień przynosił przełom. Gabi zaczęła przejawiać wielkie zainteresowanie poczynaniami Julka. Pomagała przy kąpieli i przewijaniu. 


Wykreowałam starszą siostrę na idola. Bardzo często i gęsto powtarzam Gabi, że jest starszą siostrą. Nie mówię tego wtedy gdy źle się zachowuje tylko wtedy gdy chce ją pochwalić. Mówię, że Julek będzie brał z niej przykład. Mała sama mu pokazuje jak należy trzymać łyżkę czy sprzątać zabawki. Gdy jest zainteresowana Julka zabawką, proszę by nauczyła brata się nią bawić. Wtedy siada przy nim i klika dany guzik opowiadając mu co się dzieje. Julek wtedy otwiera buzię i zamiast zająć się zabawką patrzy z uwielbieniem na Gabi. 

Pozwalałam dotykać i całować. Gabi obserwowała mnie bacznie gdy przytulałam i całowałam Julka. W każdej wolnej chwili okazywałam jej podobne uczucia i czułości. Niuchanie, gilgotanie czy zwykłe mizianie wszystko razy dwa. Jeśli się udało to w jednym czasie. Obecnie Gabi łachocze i daje buziaki Julkowi, a On śmieje się okrutnie. Pokazywałam jej malutkie stopy brata i szukałam zdjęć by zobaczyła, że miała takie same. Teraz co dziennie porównuje stopy Julka ze swoimi, sprawdza czy są już równe.


Rączki Julka stały się kumate. Zaczął pożądać zabawek Gabi. Stanęłam w obliczu kolejnego wyzwania, ponieważ pierworodna nie chętnie dzieliła się swoją własnością. Pojawił się problem z zabawkami Julka, które według Gabi też należały do niej. Młody mając coś w rączkach oglądał bacznie z każdej strony, a Gabi potrafiła mu wyrwać, zabrać i co on biedy mógł począć? Po raz kolejny sięgnęłam do książek. Mówiłam i tłumaczyłam. Początkowo działało. Później zaczęłam prosić Gabi by opowiedziała Julkowi do czego dana rzecz służy oczywiście bez wyrywania. Prosiłam by usiadła obok niego i pobawiła się z nim daną rzeczą. Mówiłam, że jest mu przykro gdy jego ukochana siostra zabiera coś co chciałby zobaczyć i obejrzeć. Naprawdę się nagadam i napracowałam podczas ich "wspólnych" zabaw. O dziwo Julek nigdy nie próbuje czegoś wyrwać Gabi raczej patrzy na nią błagalnym wzrokiem wtedy Ona oddaje mu to co ma w rękach. Inaczej się sprawy maja gdy coś leży na podłodze wtedy po prostu chwyta i bawi się. Nauczyłam Gabi, że On jest mniejszy i wiele rzeczy nie rozumie. Ona poczuła misję i przejęła pałeczkę nauczania. Owszem czasem się zdenerwuje wtedy słyszę nie mam już siły do Ciebie mama się Tobą zajmie. 


Interakcje. Kiedyś słyszałam jak mama krzyczała na starsze dziecko żeby nie podchodziło do młodszego bo zrobi mu krzywdę, a później "zobaczysz jak wytarga Ci włosy, zostaw go". Nie jest to do końca zrozumiałe dla mnie. Gabi robi fikołki przy Julku zawsze w mojej asekuracji gdy ma się nie wygłupiać po prostu jej to mówię. Proszę by nie skakała, nie rzucała się bo jest tu malutki Julek, który nie potrafi uciec i może stać mu się krzywda. Przy czym wyjaśniam szczegółowo tą krzywdę szpital, lekarz, płacz czasem naprawdę dramatyzuje. Kilkanaście razy jak nie więcej została chwycona za włosy  aż miała łzy w oczach. Po raz kolejny wtedy mówię, że Julek nie chciał, że nie umie jeszcze wyrazić tego co czuje, że nie do końca opanował ruchy. By bardziej zobrazować Gabi nieporadność łapek Młodego założyłam jej wielkie gumowe, żółte rękawice i po prosiłam by narysowała mi koło. Zaniosła się śmiechem i powiedziała, że już rozumie. 

Opieka nad dwójką dzieci to bardzo duże wyzwanie. Nie siedzę, nie skupiam się na gotowaniu, sprzątaniu na byciu idealną panią domu. Ostatnie kilka miesięcy starałam się wsłuchać w potrzeby dzieci i obdarzyć je jednakową miłością. Każdego dnia pracuję nad sobą. Nie należę do łagodnych i wyluzowanych osób bliżej mi do bzyczącego transformatora, czasami wszystko we mnie wrze. Dlatego pocę się i pracuje. Wieczorem biegam by wyrzucić wszystkie emocje by pozbyć się nerwów by mieć siłę odpowiadać na setne pytanie "a dlaczego?". Bycie mamą traktuje jako pracę. Jest ważniejsza niż zawodowa. To ode mnie zależy kogo wychowam. To ja będę odpowiadać za wszystkie lęki dzieci. Gabi idealnie odwzorowuje moje zachowanie gdy zdarza mi się gorszy dzień ona też reaguje emocjonalnie. Zrobiło mi się naprawdę nie zręcznie, zawstydziłam się gdy podniosłam głos na Julka on z racji wieku (na szczęście) miał to głęboko w poważaniu, a Gabi z oczami pełnymi łez wrzasnęła "nie krzycz na niego on jest malutki!". Powiedziałam sobie nigdy więcej. Gdy mam chwile słabości i zwątpienia myślę o wieczorze i powrocie P. albo wychodzę na chwilę do innego pokoju. Taka samokontrola uczy pokory i cierpliwości. Efekty są rewelacyjne, Młoda przejmuje i chłonie jak gąbka moje zachowanie i podejście. Nie boi się gdy coś zrzuci, nie ma problemów by mi powiedzieć co się stało. Niestety widziałam dzieci reagujące wielkim strachem na podobną sprawę. Gabi nigdy nie próbowała nas uderzyć co uważam za wielki sukces. Z pewnością Gabi ma świetny charakter. Widzę w niej wiele cech mojego męża.

 Obecnie wkraczamy w wiek potworów i Panów za drzwiami. Nie wiem skąd jej się wziął lek przed takimi bzdurami. Powtarzam, że nie dam jej nikomu skrzywdzić, zawsze będę, wystarczy zawołać. Ona wie jak wiele dla mnie znaczy. Widzę na jej małej buźce ulgę i radość. 

Kiedyś pisałam o nic się nie stało. Zasada, która stosuje jest podobna zawsze jest skutek i efekt. Zawsze coś się stanie. Trzeba tylko uzmysłowić dziecku dlaczego. Nie, nie mam idealnego dziecka, choć dla mnie takie jest. Zdarzają się niekontrolowane napady złości, jęczenie, zmęczenie. Wszystko to jest i u nas :). Radzimy sobie rozmową i książkami. Gdy zobaczy się coś na obrazku łatwiej się przyswaja. Pomaga aktywność fizyczna. Ćwiczymy, robimy brzuszki i przysiady. Jak to jest u Was?


2 komentarze:

  1. Nasz Bąbel wprawdzie pozostanie jedynakiem, ale mimo wszystko świetnie się czytało Twój post ! Pięknie opisałaś relacje między rodzeństwem i proces dochodzenia do nich, a także swoją ewolucję w roli mamy :) To się nazywa świadome, dojrzałe macierzyństwo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz bardzo madre podejscie, jestes swietna mama! :)

    Mi tez zdarzylo sie w frustracji wrzasnac na Mlodszego, kiedy byl mlodszy i corka mnie zganila: "Mama, nie krzycz na niego, on jest jeszcze malutki, wiesz?". I podobnie, az mi sie glupio zrobilo... ;)

    Nie pamietam jaka jest u Was roznica wieku. U nas jest 19 miesiecy i na poczatku wszystkie taktyki, ktore opisujesz, dzialaly. Ale od jakiegos czasu juz nie. Starsza dosc pozno zaczela mowic, za to Mlodszy zaczal dosc wczesnie. Dlatego szybko dogonil siostre z mowa i zaczely sie pyskowki i przedrzeznianie. Obecnie maja 5 lat oraz 3.5 i chociaz bardzo czesto bawia sie zgodnie, to jakies 80% czasu wyrywaja sobie te same zabawki (bo najlepsza to oczywiscie ta, ktora akurat wzial brat/siostra), wyzywaja od glupkow (corka z przedszkola przyniosla "ciekawe" zachowania) i bija. Z tym, ze corka tlucze brata w zlosci, a on z kolei dla zabawy. Ot tak, lubi sobie przebiec po pokoju, po drodze trzepiac siostre po glowie. Mowie Ci, czasem nie wiem czy smiac sie, czy lac male tylki, bo tez jestem nerwusem! :D Takze, wszystko przed Toba! ;)

    OdpowiedzUsuń

 

Google+ Followers

Instagram

Obserwuj nas przez e-mail