Jak wybrać przedszkole?

Z wysłaniem Gabi do przedszkola nosiłam się od końca poprzedniego roku. Wraz z pojawieniem się Julka na świecie mój czas dla pierworodnej zmalał. Owszem dwoiłam się i troiłam by Gabi nie odczuwała braku mamy. Nie przewidziałam jednego. Gabi się ciągle rozwija i uczy nowych rzeczy. W pewnym momencie zostałam z tyłu. Dostarczane przeze mnie zajęcia i prace okazały się nie wystarczające. Uśpienie niemowlaka w akompaniamencie spadających klocków i okrzyków radości sprawiło mi więcej trudności niż myślałam. Do tego coraz częściej słyszałam "mamo nudzi mi się". Decyzja o przedszkolu dojrzewała, aż w końcu postanowiłam zgłębić temat. 


Mam to szczęście, że w ofertach przedszkoli mogłam przebierać bez ograniczeń finansowych. W naszym mieście funkcjonuje system dopłat do przedszkoli prywatnych. Cenowo wszystko wypada bardzo, ale to bardzo korzystnie. Najdroższa opcja przedszkola to 280 zł miesięcznie. Dlatego przedszkola się starają, oferują sporo i jest w czym wybierać. Swoje poszukiwania rozpoczęłam od państwowego. Tak się złożyło, że otrzymałyśmy zaproszenie na dni otwarte przedszkola w którym rejonie się znajdujemy. Przedszkole państwowe nazwijmy je pierwszym znajduje się w budynku, który sporo widział i słyszał. Z pewnością chodziły tam dzieci długo przed moimi urodzeniem. Ząb czasu nadgryzł go tu i ówdzie. Pomyślałam, że dam mu szanse. Obejrzałyśmy z Gabi przedstawienie przygotowane dla rodziców i dzieci. Na 10 osób biorącym w nim udział 8 to były panie nauczycielki. W sali napotkałam zepsute zabawki, a czarę goryczy przelała Pani dyrektor widocznie zdziwiona, że zadałam jej pytanie. Nadmieniam, że owa Pani dyrektor spotkanie rozpoczęła od stawek dziennych za wyżywienie i pozostawienie dziecka po godzinie 12. Nie usłyszałam nic co przedszkole może zaoferować. Jak wygląda opieka nad dziećmi, jak będą się bawić, ani kto będzie się nimi opiekował. Kadra przedszkola złożona była z pań powyżej 50. W sali widziałam wybuch agresji jednej z nich do swojego podopiecznego. Gabi się bała, a ja zniesmaczona zebrałam ją i wyszłam. 

Zaczęłam rekonesans wśród znajomych. Jak zwykle niczego konkretnego się nie dowiedziałam. Tyle ile ludzi tyle opinii. Do przedszkola państwowego numer dwa nawet nie zajrzałam. Moje siostrzenice tam uczęszczały i miałam przyjemność je odbierać. Wiedziałam, że sytuacja kształtuje się podobnie jak w jedynce. Troszkę pozostawiona sama sobie zdałam się na instynkt. Przemyślałam czego właściwie oczekuje i co będzie najlepsze dla Gabi. Zrobiłam założenia. 

1. Nieważna odległość. 

Mieszkamy w miejscowości gdzie wszędzie jest blisko. Mając auto naprawdę jest mi bez różnicy czy to będzie na końcu miasta. Rozważyłam odległości do wszystkich przedszkoli. Stwierdziłam, że to nie ma znaczenia. Ważniejsze okazało się położenie. Choć małe nasze miasto ma tendencje do korkowania się w godzinach 7 50- 8 10. Wiadomo wszyscy pędzą do pracy lub do szkoły, a często w obu przypadkach. Jak wrócę do pracy sprawa będzie tyczyła się również mnie. Kłopotliwe stało się położenie jednego z przedszkoli o ironio najbliżej mego miejsca pracy, a stosunkowo daleko od domu. Przemieszczanie na piechotę z Gabi jest nie realne. Na trasie za dużo interesujących patyków, kamyków, piesków, aut itd... Musiały byśmy wyjść o 6 30. Po przeanalizowaniu wszystkich danych nie wykluczyłam tego przedszkola. Mam to szczęście, że mogę się spóźnić do pracy lub po prostu wyjadę ciut wcześniej. 

2. Bezpieczeństwo. 

Jak każdy rodzic chciałabym aby moje dziecko było bezpieczne w przedszkolu. Nie chcę by wchodziły tam osoby obce, szukające wrażeń lub innych.. nie do końca zrozumiałych dla mnie powodów. U mnie żadne z przedszkoli państwowych nie oferuje zabezpieczeń. Do placówek wchodzi każdy bez żadnych ograniczeń. Odbierałam wielokrotnie siostrzenice, które były mi wydawane tylko dlatego, że rozpoznały mnie. Nikt mnie nie legitymował widziałam raczej ulgę na twarzach Pań "ufff kolejne dziecko z głowy". W obecnym przedszkolu Gabi jest bezpieczna. Drzwi są zamknięte na klucz. Nikt nie wyjdzie ani nie wejdzie niezauważony. Kamery czuwają nad bezpieczeństwem maluchów. Do odbioru dziecka musiałam upoważnić osoby podając numery dowodów osobistych. Przedszkole legitymuje każdą osobę której nie zna. Wszelkie zmiany ustalane są telefonicznie. W każdym momencie mogę zadzwonić i spytać jak się miewa Gabi. Mogę również poinformować, że dziś odbierze ją babcia. 

3. Własna kuchnia

Przedszkola państwowe mają tą przewagę iż posiadają własną kuchnię Posiłki są ciepłe i robione na miejscu. Wiele przedszkoli prywatnych przynajmniej u mnie ma katering, który nie do końca spełnia oczekiwania. Obiad dociera zimny lub nie na czas. Przeważnie gotowany pod osoby dorosłe i z myślą o nich. Pozostałe posiłki przygotowują panie lub dzieci przynoszą same. Przy pełnym wymiarze pracy nie uśmiechało mi się przygotowywać dla Gabi jedzenie w pudełkach. Nie była bym pewna czy jest właściwie przechowywane i z pewnością musiałabym tłumaczyć dlaczego innemu dziecku mama dała danio lub batona. W przedszkolu Gabi mają własną kuchnię. Menu lepsze niż w domu. Ja mam zupę na 2 dni. Oni robią szczawiową, barszcz biały, czerwony, pomidorową, krupniczek, rosołek. Zawsze jest drugie danie od wątróbki po pierogi. Śniadanie to kanapeczki, pasztety własnej produkcji lub zupki mleczne. Jadłospis naprawdę imponujący. Zdrowy i świeży. Pełnoziarniste produkty, a wędliny wysokiej jakości. 

4. Kadra

Do pracy w przedszkolu, a przede wszystkim z dziećmi trzeba mieć powołanie. Cierpliwość, elastyczność i nie spożytą energię. Po za tym trzeba mieć to coś co przyciąga dzieci. Podczas pierwszej wizyty w obecnym przedszkolu przedszkolanka nie zainteresowała się mną, nie ględziła o stawkach godzinowych. Przykucnęła do Gabi i rozpoczęła rozmowę. Przywitała ją, przedstawiła się i spytała jak ma na imię. Całość rozmowy poprzedził komplement jaką to Gabi ma piękną sukienkę . Młoda wzięła ją za rękę i poszły zwiedzać budynek. Była w każdej sali i z pewnością czuła się jak gwiazda bo dzieciaki mówiły wow nowa koleżanka. Młode dziewczyny o złotym sercu i anielskiej cierpliwości i to wszystkie bez wyjątku. W naszym przedszkolu dziecko zna każdą panią, nie tylko wychowawcę. Panie migrują tylko w sobie znany sposób. Znają każde dziecko Gabi zna każdą z imienia. 

Niestety grupa Młodej jest duża liczy 25 dzieciaczków z czego Gabi jest prawie najmłodsza. W sali maluchów oprócz największej części do zabawy  znajduje się mniejsze pomieszczenie do spożywania posiłków oraz łazienka gdzie dzieciaki myją również ząbki. Dzięki czemu maluchy nie włóczą się po przedszkolu same. Wszystko jest dostosowane do malutkich. Krzesełka niziutkie i śmieszne małe kibelki. Na szczęście grupą zajmują się dwie osoby a obiad wydaje kucharka dzięki czemu panie nie są nie potrzebnie absorbowane roznoszeniem posiłku. Widziałam jak próbują przekonać moje dziecko do szczawiowej i ku mojemu zdumieniu spróbowała! W domu nie ma takiej opcji. 


W naszym przedszkolu nie ma wyprawki. Nie kupuję nic.Wszystko jest na miejscu i wszystkie dzieci mają jednakowe przybory. Jedyne w co zaopatrzyłam Gabi to kubeczek, szczoteczka i pasta. Wszak dzieciaki myją ząbki po każdym posiłku. 

Wybrałam dobrze. Młoda bardzo chętnie chodzi do przedszkola. Biegnie wręcz. W soboty jest niezadowolona. Śpiewa mi cudne piosenki, mówi wierszyki. Pięknie maluje i rysuje. Dostaje buźki na tablicy. Przebywa z dzieciakami i nie nudzi się w domu. Naprawdę świetnie spędza czas. Właśnie o to mi chodziło. Moja malutka dziecina rozwija się, a ja naprawdę jestem dumna. Radzi sobie, nie płacze, nie tęskni,świetnie się bawi. Tak jak zamierzałam. Wiecie jak cudnie jest oglądać wywieszone prace swojego dziecka? Cudne są no!

7 komentarze:

  1. U nas też dopłacają ale płaci się prawie 2x więcej. Od września syn idzie do przedszkola i będziemy płacić 450zł. Za żłobek obecnie w tej samej placówce płacimy 800zł. Mamy tez rezerwację gdzie cena jest 50zł niższa ale syn bardzo przywiązał się do swoich nowych "cioć" i nie mamy serca go jednak zabierać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kazdy rodzic ma swoje wlasne kryteria przy wyborze przedszkola. My mieszkamy za granica, ale moje dzieci mowily praktycznie wylacznie po polsku, wiec zalezalo mi, aby poslac ich do przedszkola rok przed zerowka, zeby mialy szanse zalapac troche angielskiego. Najwazniejszymi dla mnie kryteriami byly: rodzaj przedszkola ("miastowe", cos jak publiczne) oraz lokalizacja (przebic sie przez nasze miasteczko w godzinach szczytu to niezle przedsiewziecie). W "praniu" wyszlo, ze za te niby publiczne przedszkola, placi sie wiecej niz za niektore prywatne, ale coz, madry Polak po szkodzie. :D Mialam tez nadzieje, poniewaz przedszkole polozone jest w sasiedztwie szkoly podstawowej, do ktorej moje dzieci beda uczeszczac, ze wiekszosc kolegow z grupy, znajdzie sie w tej samej podstawowce. Myslalam, ze corka bedzie miala latwiejszy start w szkole, otoczona znajomymi twarzami. Niestety, tu rowniez sie rozczarowalam. ;)
    W naszym przedszkolu, dzieci dostaja lunch, ale rodzice musza zapewniac przekaski. Codziennie, po polozeniu dzieciarni spac, pakuje wiec dla wszystkich prowiant na kolejny dzien. ;) Poza tym jednak, jedynym co musialam dostarczyc, to przescieradlo i kocyk do spania oraz plecaczek z garderoba na zmiane, na wszelki wypadek. Cala reszte zapewnialo przedszkole.
    Ja tez na poczatku troche krecilam nosem na przedzial wiekowy kadry, ale okazalo sie, ze wszystkie panie sa swietnymi pedagogami z powolania. A przedszkole zapewnialo mnostwo atrakcji, ciagle jakies "specjalne dni", wycieczki, festyny, itd.
    Teraz, od wrzesnia, corka idzie do zerowki, ale progi tego samego przedszkola przekroczy syn. Mam nadzieje, ze bedzie rownie zachwycony co siostra. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Trochę dziwi mnie to co piszesz o przedszkolu państwowym. Moja 3,5-letnia córka chodzi teraz do placówki państwowej. Wcześniej pół roku chodziła do przedszkola prywatnego. Bardzo cieszę się, że udało nam się zmienić to przedszkole, bo jest naprawdę dużo lepsze jeżeli chodzi o większość spraw.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od placówki. Nasze przedszkola państwowe prezentują się dość mizernie przy tych prywatnych.

      Usuń
  4. Fajnie, że udało się Wam tak dobrze trafić. U nas na taką decyzję przyjdzie czas w przyszłym roku - i podejrzewam, że będziemy dowozić Bąbla do którejś z odległych o 20 kilometrów miejscowości, bo nasze jedyne miejscowe przedszkole nie prezentuje się w naszym odbiorze zbyt zachęcająco i moim zdaniem jest tylko taką "przechowalnią", w której niczego rozwijającego się z dzieckiem nie robi (wiem, bo byłam tam kiedyś na studenckich praktykach - i od tamtego czasu niewiele się zmieniło).

    OdpowiedzUsuń
  5. Warto zasięgnąć opinii innych rodziców, bo według mnie najważniejsza jest kadra, a żeby coś się o niej dowiedzieć to najlepiej pocztą pantoflową. Tym tropem wybraliśmy dla dziecka przedszkole Bajeczka, bo mnóstwo osób je poleca. Minęło już kilka miesięcy i sama je polecam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Warto zasięgnąć opinii innych rodziców, bo według mnie najważniejsza jest kadra, a żeby coś się o niej dowiedzieć to najlepiej pocztą pantoflową. Tym tropem wybraliśmy dla dziecka przedszkole Bajeczka, bo mnóstwo osób je poleca. Minęło już kilka miesięcy i sama je polecam:)

    OdpowiedzUsuń

 

Google+ Followers

Instagram

Obserwuj nas przez e-mail